Czas Surferów - reż. Jacek Gąsiorowski
W wielkim skrócie - polskie Pulp Fiction. Jest gangsterka, są barwne postacie, jest śmiechowo, dialogi wypełnione są ciekawymi tekstami, bohaterowie wymieniają się ciekawymi poglądami. I oczywiście poszatkowany scenariusz. Trzech cwaniaczków dostaje zlecenie od Jokera - porwanie i wymuszenie od pewnego biznesmena kasy, którą wisi mafii. I zlecenie owe przyjmuje. Zadanie jest banalnie łatwe, jednak od pierwszej minuty wszystko idzie nie tak jak powinno. Jeden z nich, który prowadzi samochód, nagle mdleje, drugi bardziej zajęty jest graniem w wężyka na komórce, trzeciemu puszczają nerwy i podejmuje pochopne decyzje. Do trójki dołącza zupełnie niechcący wygadany akwizytor. Wygląda na to, że nic już źle nie może pójść. A jednak... Bardzo dobry film. Jego twórcy nawet nie kryją, iż oparli swoją fabułę na fali kina Quentina Tarantino (w jednej z pierwszych scen bohaterowie oglądają Wściekłe psy), ale to zupełnie nie obniża jego jakości. Film ogląda się bardzo przyjemnie, co umilane jest przez dobrze dobraną muzykę - a za to odpowiedzialny był Doniu. Wygląda więc na to, że potrafi on nieco więcej niż udawać wokalistę w pół-ambitnych kawałkach swoich kumpli z sąsiedniego blokowiska. A film bomba!

